Słowo "carrozzone" dosłownie oznacza "duży wóz" lub "karawanę", często kojarzoną z cyrkiem lub wędrownymi trupami. To ciekawe i rzadko spotykane słowo w piosenkach, które nadaje tekstowi unikalny charakter.
W kontekście piosenki, artysta używa go metaforycznie, aby opisać miłość jako "carrozzone, una festa, una sagra" – coś w rodzaju wielkiego, hałaśliwego i kolorowego widowiska, festynu, który jest dla kogoś, kto nie zwraca na to uwagi. To porównanie miłości do cyrkowej karawany jest intrygujące i zapada w pamięć.
Sayf i Bresh biorą na warsztat miłosne banały i po prostu z nich kpią. Zamiast wzniosłych deklaracji mamy tu totalny luz i gorzkawą szczerość. Dziewczyna trzyma już za rękę kogoś innego (Anche se tiene un altro per la mano), a narrator i tak zachwyca się jej ustami o poranku (Che bella la sua bocca la mattina). Nie ma tu rozdzierania szat. Skoro ona ucieka na wakacje, on leci na Ibizę, bo nikt tam na nikogo nie zwraca uwagi: Non è una santa lei, non sono un santo io (Ona nie jest święta, ja też nie jestem święty). Zamiast płakać w poduszkę, oboje ruszają w miasto.
Fajnie wypada moment, w którym wyśmiewają cały ten festiwal wielkich słów: Cento canzoni che parlano sempre d'amore (Sto piosenek, które ciągle gadają o miłości). Bresh rzuca celnym wersem o tym, że ona jest lisem, ale on kotem (È una volpe lei, ma sono un gatto anche io), sugerując wzajemną grę pozorów i spryt, w którym nikt nie daje się podejść. Włoski zwrot parlar d'amore (rozmawiać o miłości) wraca tu jak refren, ale dziewczyna za nic nie chce tego robić, a na koniec pojawia się nawet zdezorientowane pytanie: Ma perché mi voleva parlare d'amore? / Dimmi perché mi voleva mollare d'amore? (Ale dlaczego ona w ogóle chciała ze mną o tym gadać? Powiedz, czemu chciała mnie przez miłość rzucić?). To kawałek o relacji bez wielkich obietnic, gdzie nikt nie zna wszystkich odpowiedzi.