TRANSLATE GAME
SKIP INTRO
Translate the highlighted words as you listen to the song
Joł
Hahaha
Ej
jak
to
jest
powiedz
że
Jest
wokół
tyle
pięknych
rzeczy
Lecz
wsadzamy
rzadko
je
do
głowy
Za
to
problem
stoi
co
dzień
w
drzwiach
Jak
Świadkowie
Jehowy
Mój
jest
największy
czemu?
Bo
jest
mój
i
mnie
pali
Choć
dla
ciebie
to
tylko
surrealizm
Wszystko
jest
względne
i
zależy
od
punktu
widzenia
Dla
jednych
nawet
prosta
jest
krzywa
Czy
to
ją
w
krzywą
zmienia
?
Myślisz
ze
twój
problem
jest
największy?
Wyjdź
się
przewietrz
I
spytaj
Claptona
czemu
napisał
Powiedz
czym
jest
normalność
Normalność
to
większość
A
więc
nie
jestem
normalny
To
jak
przeciętność
Trzeba
mieć
się
na
kim
oprzeć
Dziś
pieniądz
uczy
nas
matmy
Trzymaj
się
tego
chłopcze
jak
rozbitek
tratwy
Chcę
być
cierpliwy
jak
wampir
Choć
w
snach
już
jestem
martwy
Nie
jestem
głupi
może
czasem
leniwy
jak
Garfield
Mógłbym
zapisywać
kartki
z
prędkością
drukarki
Lecz
czy
wtedy
byłbym
wielki
?
I
według
czyjej
miarki
?
Musimy
iść
Wciąż
przez
ciemność
Choć
przez
to
Tak
wiele
tak
wiele
tak
wiele
mamy
blizn
Nie
mam
już
nic
Jestem
włóczęgą
Choć
wiem
dom
nasz
za
wiele
za
wiele
za
wiele
dni
Ludzie
pół
życia
się
dorabiają
tracąc
zdrowie
i
siły
Drugie
pół
życia
hajs
wydają
na
to
co
utracili
Debilizm
Idziemy
przez
labirynt
otumanieni
od
kiry
Złota
kadzidła
miry
stąpając
po
cienkiej
linii
A
czas
płynie
jednostajnie
wciąż
kradnie
i
nie
wybacza
A
czuję
że
dziś
muszę
ogarnąć
Stajnię
Augiasza
Świat
nie
zawraca
może
najwyżej
rzucić
nam
ukłon
Tylko
dlaczego
stoi
do
nas
dupą
e?
Namaluj
palcem
na
zaparowanej
szybie
serce
Idź
i
domaluj
mu
dwie
kreski
Zrobiłeś
z
serca
cycki
Łatwo
odwrócić
kota
ogonem
Przykład
ci
dany
Lecz
nawet
bezbronny
kotek
walczy
przyparty
do
ściany
Nieważna
płeć
pochodzenie
każdy
walczy
z
cieniem
Jak
za
długo
patrzysz
w
otchłań
To
otchłań
patrzy
w
ciebie
Może
mnie
gdzieś
tam
spotkasz
Jak
światło
za
tunelem
Bo
nawet
kiedy
zamkniesz
okna
nie
znika
mrok
na
niebie
Musimy
iść
Wciąż
przez
ciemność
Choć
przez
to
Tak
wiele
tak
wiele
tak
wiele
mamy
blizn
Nie
mam
już
nic
Jestem
włóczęgą
Choć
wiem
dom
nasz
za
wiele
za
wiele
za
wiele
dni
Musimy
iść
Wciąż
przez
ciemność
Choć
przez
to
Tak
wiele
tak
wiele
tak
wiele
mamy
blizn
Mam
dosyć
spisków
i
zdrad
Dysput
i
traum
Złych
snów
i
strat
Kłamstw
oportunistów
populistów
i
skarg
Chłystków
i
zwał
zmaż
z
dysku
ich
ślad
listów
i
dat
Tak
chcę
w
spokoju
zmysłów
dożyć
Jak
Eastwood
swych
lat
Nie
zmienię
nic
tu
i
tak
Choćbym
po
pysku
ich
lał
Głuchnę
od
ich
pocisków
a
ślepnę
od
błysku
ich
strzał
Gdybyś
mnie
wypruł
i
sprał
Wysrał,
wypluł
i
zjadł
Ludzie
już
dawno
bowiem
obnażył
Chrystus
ich
z
wad
A
ty
egzystuj
i
walcz
w
tym
wysypisku
ich
prawd
Pośród
nacisków
i
tego
ścisku
za
trochę
blichtru
i
szat
Wśród
tego
miksu
ich
prawd
wciąż
tańczy
prawda
i
fałsz
Co
się
wyklucza
jak
ci
z
Egiptu
z
tymi
z
Olimpu
od
lat
Możemy
dziś
kupić
strach
Kupić
szans
parę
a
każdy
głupi
kupi
lans
Co
będzie
widoczne
jak
transparent
Ludzie
są
hipokrytami
każdy
z
nas
stoi
blisko
nich
Lecz
spytajmy
się
siebie
sami
Kto
jest
większy
my
czy
oni
ej?
Musimy
iść
Wciąż
przez
ciemność
Choć
przez
to
Tak
wiele
tak
wiele
tak
wiele
mamy
blizn
Nie
mam
już
nic
Jestem
włóczęgą
Choć
wiem
dom
nasz
za
wiele
za
wiele
za
wiele
dni