Milknę, gdy nikogo innego nie ma w pobliżu?
Ty, ja i niezręczna cisza
Nie waż się tak na mnie patrzeć
Nie potrzebuję przypomnień, że nie czujesz tego samego
Słuchając, jak prawisz o jakiejś nowej bratniej duszy
„Ona jest taka idealna, bla, bla, bla
Jakże bym chciała, żebyś pewnego dnia się obudził
Przybiegł do mnie, wyznał miłość, przynajmniej pozwól mi to powiedzieć
Że kiedy z tobą rozmawiam, Kupidyn przechodzi na wskroś
I strzela strzałą w moje serce
I brzmię jak wariatka, ale czy ty też tego nie czujesz?
Wyznaję, że kochałam cię od początku
Leżąc na łóżku, wpatrując się w pustkę
Nieodwzajemniona, przerażająca
Miłość doprowadza mnie trochę do szaleństwa
Muszę to z siebie wyrzucić
Że kiedy z tobą rozmawiam, Kupidyn przechodzi na wskroś
I strzela strzałą w moje serce
I brzmię jak wariatka, ale czy ty też tego nie czujesz?
Wyznaję, że kochałam cię od początku
Wiem, że kochałam cię od początku